Kategorie: Wszystkie | Polka Roku | od nowa | żena
RSS
czwartek, 04 lutego 2010
obcasa tadarasa, czyli... UWOLNIĆ SZPILKI!

z powodu śniegu, a dokładnie nieodśniezonego parkingu, próbując obejść zakopane w zaspach auto, ogarnąć je i sprawić, aby wyjechało, złamałam wczoraj obcas. pierwszy raz w życiu.


9 cm

nie muszę mówić, jak wielką było to tragedią, ani jak, wspólnie z Wojciechem, przekopaliśmy pół parkingu, żeby ów obcas odnaleźć, albowiem jego zniknięcie zostało zauważone przeze mnie już po odjechaniu z miejsca zdarzenia, bo w tych zaspach trudno było wyczuć cokolwiek oprócz nieustannego zapadania się.

oczywiście, szybko okazało się, że to moja wina. - nie masz innych kozaków? - usłyszałam. nie, nie od męża. - kto to widział w taki śnieg chodzić w takich obcasach?!

ale, że co proszę???

oczywiście, że mam inne. mam trzy pary kozaków, w tym dwie na obcasie, jedną na płaskiej podeszwie - sportowe, do tego mam buty zimowe - sportowe, sznurowane, takie trochę bokserki oraz glany. ale tak mnie jakoś wzięło, że tej zimy zachciało mi się chodzić w tych butach. kupiłam je 5 lat temu i nie za wiele nosiłam, a w tym sezonie są idealne, chociaż zapewne Spółdzielnia Mieszkaniowa, w odpowiedzi na rachunek za szewca, który zamierzam jej wysłać, też odpowie mi, że mogłam nosić inne buty.
ale ja będę nieugięta i będę broniła wolności noszenia obuwia, jakie nam się podoba, niezależnie od miejsc i okoliczności.

nie macie poczucia, że noszenie szpilek, chociaż takie niby fajne i seksi, jest strasznie dyskryminowane? specjaliści, głównie faceci, ale niekiedy też kobiety radzą, żeby nie prowadzić samochodu w szpilkach, nie nosić ich zimą w śniegach, ani latem w upałach, nie chodzić w nich do pracy, bo żylaki i w ogóle są niewygodne, a poza tym przyzwoitej kobiecie nie przystoi nic ponad czterocentymetrowy słupek.

uwielbiam obcasy. nie - czterocentymetrowe słupki, które uważam za płaskie buty zarezerowowane dla urzędniczek i żon głów państw (a także głów państw, np. Nicolas Sarkozy). obcas zaczyna się od 6,5 cm. kiedy kupowałam buty do ślubu, moja teściowa prawie dostała spazmów, że nie wytrzymam całej nocy w siedmiocentrymetrowej szpilce, a wytrzymałam, pomimo tego, że dzień wcześniej lewą stopę otarły mi płaskie sandałki, które miały mi nie zmęczyć nóg.
ponad połowa moich butów ma obcasy.
w szpilakch mogę przebiec na olimpadzie sprint i 3000 m z przeszkodami, a ostatnio, będąc przejazdem na budowie zrobiłam w domu kompletny ordnung, z przenoszeniem zwiezionych już mebli i kartonów. chodzę w szpilach zimą, bo uważam, że obcas wbijający się w nieodśnieżony chodnik zmniejsza ryzyko poślizgnięcia i wywinięcia orła. prowadzę w nich auto, ponieważ jest to o wiele wygodniejsze - obcas jest jakąś taką naturalną dźwignią, na której stopa super sprawnie dociera do pedałów i wygodniej się odpuszcza sprzęgło. zresztą, uważam, że faceci wmawiają nam, że to niewygodne, a nawet niebezpieczne, bo sami nigdy nie spróbowali. pewnie gdybym stała 8 godzin za ladą, albo wykonywała inną pracę non stop na stojąco, przebierałabym buty na takie o niższym obcasie lub płaskie, ale nikt mi nie wmówi, że porządna szpilka jest mniej wygodna, czy zdrowa od, tak nadal popularnych drewniaków, rozflaczałych laczków lub adidasów, czy gumowych trampek (które zresztą też lubię bardzo).

poza tym, kobieta zupełnie inaczej wygląda, kiedy ubierze wysokie obcasy. pomijając już te kilka centymetrów, które jej przybywa, zmienia się jej postawa, cała sylwetka. automatycznie się prostuje, pierś idzie do przodu, wydłużają się nogi, pupa przestaje uciekać w tył i wygładzają się biodra.

tak, są miejsca, do których nie pójdę w szpilkach, np.: las, plaża, góry*, ale uważam, że należy walczyć z wszechobecnym terroryzmem antyobcasowym.
UWOLNIĆ SZPILKI!

------------------------
* owszem, nie pójdę w szpilkach w góry, ale... muszę napisać, że bardzo wygodnie wchodzi się w nich pod górę, obcas fajnie się sprawdza jako platforma utrzymująca stopę w poziomie na stromym zboczu. wiem, bo czasem chodzę w obcasach na cmentarz, a tam muszę się wdrapać pod wielką górę, żeby dotrzeć do Anielki.

środa, 03 lutego 2010
mój pierwszy raz

z racji traumatycznych wydarzeń, które pozbawiły mnie dziewictwa w przeszłości, tak naprawdę, nigdy nie miałam szansy się przekonać, jaki jest ten upragniony pierwszy raz. a wczoraj czułam się, jakbym była najstarszą dziewicą świata.

doktor Sceptyczny oglądał, oglądał, polewał jakimiś chemikaliami i w końcu orzekł, że szyjka wygląda bardzo przyzwoicie, wszystkie zmiany zostały wycięte, zrosło się zgodnie z oczekiwaniami, a blizna jest ładna.
- następna wizyta za pół roku, pani... Aniu - znad okularów "połówek" zerknął w kartę, żeby się upewnić, że nie mówi Aniu do np. Ewy, czy Marii. - nie spodziewam się jednak pani na niej zobaczyć, ponieważ ma pani nakaz zajść w ciążę i to szyko, bo nie ma na co czekać. pani lekarz prowadzący zdecyduje, czy kontrola w kolposkopii jest konieczna. póki co, dostaje pani ode mnie żółte papiery.
- ojej, ale mnie i tak nie chcą do wojska.

poczułam się trochę tak, jakby wątpił w moją sumienność w wykonywaniu zaleceń lekarskich, ale na szczęście, doktor Sceptyczny, który przy pierwszej wizycie, pół roku temu, oznajmił mi, że po operacji raczej nie będę miała szans donosić ciąży, dzisiaj orzekł, że nie jest tak źle i mam się nie obawiać, tylko zachodzić, a potem się okaże... - pani... Aniu - tak, jakby odetchnął z ulgą, upewniwszy się, że nie mówi Aniu do, na przykład, Wiolety - medycyna zrobiła duży postęp, najwyżej będzie pani leżeć na cegłach.

i pewnie powinnam od razu wpaść mężowi w ramiona, przelecieć go jeszcze w samochodzie pod szpitalem, albo na budowie, gdzie pojechaliśmy od razu i gdzie Wojtek miał pewne plany, robiłam wszystko, żeby ten moment odwlec. wiem, że lakarz powiedział, że wszystko ok, że zagojone, że można, ale jakoś podświadomie bałam się jakiegoś strasznego bólu, jakiegoś dyskomfortu. chyba trochę też bałam się tego, jak to będzie, czy będzie tak samo?

a ponieważ Wojciech jest najdelikatniejszym i najczulszym mężczyzną świata, mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że ten wyczekiwany pierwszy raz, z tym ukochanym facetem jest boski. i, w sumie, fajnie jest tuż przed trzydziestką odkrywać seks na nowo.

10:22, nowawmiescie , od nowa
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 28 stycznia 2010
umarł Tusk, niech żyje... Tusk

nie lubię tu pisać o polityce, bo ja należę do tej nielicznej grupy Polaków, która się nie zna ani na polityce, ani na medycynie, ale... muszę dzisiaj napisać, że jestem zadowolona :)

jestem zadowolona z tego, że Tusk się wycofał z rywalizacji o urząd Prezydenta RP. i nie, nie, nie! ;P nie dlatego, że moja moherowa dusza krzyczy teraz: Ja-cek i Placek! Ja-cek i Placek!

jestem zadowolona, bo od wielu lat marzę, żeby któryś polityk miał w sobie tę siłę, żeby zrezygnował z walki o prestiż, jeszcze większe przywileje, tytuł, wygodę i pieniądze, a chciał coś zrobić. nie wymieniłam w tej wyliczance władzy, bo polityka zawsze jest walką o władzę, no i bez władzy nic się nie da zrobić.

Tusk właśnie strzelił mi gola. zrezygnował. a jak jeszcze teraz zacznie wreszcie coś robić, będę musiała go polubić.

i kurde, szczerze, chciałabym go polubić.

Tagi: Tusk
19:53, nowawmiescie , od nowa
Link Komentarze (2) »
środa, 27 stycznia 2010
a co pomiędzy wtorkami?

w zeszłym tygodniu miałam taki sen, że stoję w gabinecie lekarskim naprzeciw doktora, który mnie operował, a tyłem do mnie siedzi zastępca ordynatora, zachowując się zupełnie, jakby mnie tam nie było. dr operator co chwilę nerwowo zerka na kolegę, a w końcu nabiera głęboko powietrza i mówi: - proszę pani, operowaliśmy w ostatniej chwili, ale udało się. została pani całkowicie wyleczona!
uśmiecham się, bo w głosie doktora słychać pełen entuzjazm, a w tym momencie jego siedzący tyłem do mnie kolega rzuca, jakby od niechcenia: - ale....
i się obudziłam.

a kiedy przyszedł 26 stycznia, wtorek, kiedy miałam się dowiedzieć, czy sen się ziścił oraz co nastąpiło po "ale...", idąc rano do łazienki, poczułam płynącą po udzie stróżkę krwi. i w zasadzie pojechałam do szpitala tylko po to, żeby wyznaczono mi kolejny termin wizyty. kolejny wtorek.

w ramamch oczekiwania, nie zrobiłam dzisiaj jeszcze nic. wszystko mnie boli, nie chce mi się pracować, czekolada się kończy.
i tęsknię za Wojciechem, z którym rok i 9 miesięcy temu byłam na pierwszej randce. w zasadzie, to w ogóle byłam wtedy na pierwszej w życiu randce :)

poniedziałek, 25 stycznia 2010
stresiak przed wtrokiem rano

praca sę rozkręca. po tygodniu mam już pierwze spotkania i realne szanse na zarobienie pieniędzy, które, jak wiadomo, szczęścia nie dają, ale bylibyśmy jeszcze bardziej szczęśliwi, mogąc po każdorazowym wrzuceniu wszystkich pieniędzy w dom, pójść jeszcze np. do kina, albo na lodowisko.

chociaż, ciasny budżet ma też swoje dobre strony, np. oglądanie filmów na kompie z jednoczesnym masowaniem stópek, picie browara w łóżku, dzięki czemu nie trzeba marzyć o własnej poduszce w drodze powrotnej z knajpy taksówką, czy nocnym.
no i Ziaja. kosmetyki Ziaja to moje odkrycie dekady. zawsze myślałam, że Ziaja to tylko krem oliwkowy na mrozy, ale to są całe serie bardzo dobrych, działających zgodnie z opisem i megatanich kosmetyków. i nikt mi, w sumie - niestety, nie płaci za tę notkę. naprawdę jestem zakochana w Ziaji. i wszystkim polecam, bo nagle okazuje się, że nie trzeba wydawać stówy, czy jeszcze więcej np. na krem nawilżający.
w tej chwili używam serii "kozie mleko" do cery suchej, a dokładnie mleczka z tonikiem oraz dwóch kremów: "odżywianie, wygładzanie" - na dzień i na noc oraz "nawilżanie", jako bazę pod makijaż. każdy z nich kosztował 7.50 PLN...
czyż nie cudowne? :D

myślę, że tylko dzięki tym kremom moja twarz wytrzymała weekendowy pobyt w Toruniu i okolicach. nie wiem, jakie prawa natury tym rządzą, ale biegun zimna w Polsce, to jest Toruń. jeszcze kiedy mieszkałam w sąsiednim mieście, miałam te same odczucia. w Toruniu zawsze było 3-4 stopnie zimniej niż w wielkim Gie. i chociaż Trójmiasto też jest zasypane śniegiem, a termometr pokazuje -9,5 st.C, ze zdwojoną radością tu wczoraj wracałam, bo: raz - mąż, dwa - pomiędzy -9,5 a -18 jest jednak spora różnica.
na szczęście styczeń odchodzi powoli w niepamięć. jeszcze miesiąc i będzie można realnie myśleć o wiośnie. i tego się będę trzymać :)

no i jutro mam badanie kontrolne po operacji.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 55